Po procesach uczestników Poznańskiego Czerwca '56 ludzie przynosili kwiaty do domu adw. Michała Grzegorzewicza, a taksówkarze nie chcieli przyjmować od niego pieniędzy za kursy. O człowieku, który stał się jednym z symboli obrony robotników, opowiada PAP jego córka, Zofia Gutowska.