<strong><em>"Trochę jestem rozczarowana tym faktem, że to już. Gdy się goni króliczka - jest ogromna frajda, a gdy już się go złapie to pojawiają się pytania - co teraz? co dalej? Jak na tym szczycie usiadłam i zdałam sobie sprawę, że właśnie zakończył się siedmioletni projekt, to najpierw się popłakałam jak bóbr, ale zaraz pomyślałam - 'nie no zaraz, to nie tak miało być'. Chciałam to bardziej celebrować. Stało się to za szybko. Jeśli chodzi o pogodę, to była najgorsza jaka mi się trafiła. Nie wygląda to tak pięknie jak zdjęcia z Everestu. Weszłam na szczyt i po siedmiu latach chciałam pokontemplować, a tu mgła i nie widać żadnego okolicznego szczytu, ani tej słynnej Nowej Gwinei. Chciałam powiedzieć - Boże jak tu pięknie, a nie mam pojęcia, jak wygląda świat z wysokości 5 tys. na Nowej Gwinei. Ale wejście na szczyt to była super decyzja i świetna wspinaczka. Piękna góra, prawie kilometr masywnej ściany, która robi wrażenie. Cieszę się, że to była ostatnia góra w Koronie Ziemi. To była duża przyjemność"</em></strong> - dodała podróżniczka, Martyna Wojciechowska. (PAP Life)